Kategorie
Bez kategorii

Praca domowa – bezsens, do którego jesteśmy przyzwyczajeni

XXI wiek to wiek stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi, to wiek rozwoju niemal każdej dziedziny życia. Jednak, jak widać w dzisiejszym świecie obserwowanym przez okno domu, autobusu, samochodu czy poprzez szklany ekran telewizora, lub strumień Internetu w niektórych dziedzinach rozwój nie jest negowany czy bagatelizowany – jak w przypadku technologii (szeroko pojętej), jest wręcz hołubiony i wynoszony na piedestał. Podczas gdy w innych dziedzinach dostrzegamy specyficzne umniejszanie, czy wręcz niedowierzanie – tak jakby nauka wymagała od kogoś wiary w swoje zdobycze. Jest to dla mnie trudne do zrozumienia, dlaczego większość społeczeństwa w tak łatwy sposób przechodzi na porządek dzienny z najnowszymi tabletami, smartfonami, inteligentnymi lodówkami robiącymi samodzielnie zakupy, odkurzaczami włączającymi się, gdy „dostrzegą” zabrudzenie; a nie akceptuje, bądź podważa zasadność wprowadzania znaczących zmian w sposobie uczenia Dzieci. Chodzi mi głównie o takie postulaty jak: rezygnacja z kar i nagród, nastawienie się na efekt w długofalowym procesie, zamiast wymaganie zmiany tu i teraz, wymaganie od uczniów pamięciowej umiejętności i stawianie jej jako głównej sprawności, która predestynuje dalszą edukację dziecka, praca domowa jako element zbędny i szkodliwy…itp. Tak, jak napisałam wyżej w przypadku technologii, raczej nie pada w dyskusji argument, „za moich czasów nie było pralki i też jakoś żyliśmy” – czujemy przecież absurd takiego stwierdzenia. Jednak w przypadku tak zwanych „baby steps” w edukacji bardzo często słyszę właśnie takie stwierdzenia: „jak byłam mała to byłam karana i wyszłam na ludzi”, „za moich czasów nikt nie pytał dzieci o zdanie”, „za moich czasów było zadanie domowe i nauczyło mnie bycia zdyscyplinowanym” – takie głosy bardzo często są podnoszone w dyskusjach dotyczących zmian w procesie edukacyjnym. Jednak o tyle o ile można się spierać i pięknie różnić, o tyle nie można pozostawać głuchym na wynika badań naukowych dotyczących tychże kwestii. Gdyż grozi to, propagowaniem i szerzeniem absurdów bez końca (jak ludzie, którzy w XXI wieku wierzą, że Ziemia jest płaska, a wszyscy ulegamy zbiorowej halucynacji).

Teddy School angielski bez prac domowych

W Szkole Języków Obcych Teddy School, uważamy, iż zmieniać można tylko to, co faktycznie chcemy zmienić. Mając do dyspozycji 68 godzin zegarowych w roku, pracujemy tak, aby na zajęciach przekazać określoną dawkę wiedzy i przećwiczyć ją na tyle intensywnie, aby uczeń wychodząc z zajęć, był wyposażony w wiedzę i umiejętności. Oczywiście, może podnieść się głos – który notabene, bardzo często słyszę – „moje dziecko nie uczy się tego angielskiego w domu, nie za łatwy ten Teddy?”. Brak pracy domowej nie jest wytrychem, dzięki któremu uczeń może nic nie robić z danego przedmiotu czy zajęć dodatkowych – to wszystko zależy na co, on/ona chce poświęcić swój własny, wolny czas. Jeżeli chce powtórzyć angielski to powtarza za pomocą Quizleta, książki, zeszytu czy ćwiczeń. Ale powtarza również angielski w sposób totalnie nieświadomy – przeglądając Facebook, czytając gazetę, oglądając telewizję, grając w gry, czy słuchając muzyki – wszystkie te czynności również wpływają na poszerzenie jego/jej kompetencji językowych (gdyż angielski dziś, jest po prostu wszędzie).

Czas wolny – warto pochylić się na kilka minut nad tym wymierającym zjawiskiem. Dziś bardzo trudno znaleźć dziecko, któremu zdarza się odczuwać nudę, jest ona również zanikająca. Dzieci mają wypełnione godziny każdego dnia niemal bez możliwości wciśnięcia szpileczki na zabawę własną, czy właśnie ową nielubianą bez nikogo, a przez to niedocenianą „nudę”. Tymczasem jest to czas, kiedy nasz mózg jest najbardziej twórczy i wtedy właśnie nie idzie utartymi ścieżkami, a tworzy nowe szlaki, którymi podąża (z biologicznego punktu widzenia, są to nowe połączenia między neuronami). Dlatego właśnie brak pracy domowej jest tak potrzebny, aby Dziecko mogło samodzielnie, autonomicznie podjąć decyzję, co robi po pracy. Celowo nie użyłam cudzysłowu pisząc – praca, bo tak należy patrzeć na ucznia, który codziennie rano wychodzi do najbardziej stresującej pracy świata. Nie chcę, aby z powodu naszego angielskiego obarczony został kolejnymi nadgodzinami. Pracując na zajęciach intensywnie i z zaangażowaniem możemy z powodzeniem zrezygnować z pracy domowej, a umiejętności językowe uczniów będą stale rosły. W Teddy School nie stosujemy zadania domowego w sensie obowiązkowym, proponujemy uczniom – którzy mają ochotę poćwiczyć daną sprawności, różnego rodzaju aktywności typu Quizlet, czy gry do podręcznika. Mimo, iż nie stosujemy takich zewnętrznych form sterowania uczniami, nasi słuchacze z powodzeniem zdają wszystkie egzaminy i przełamują barierę językową używając języka w sposób swobodny i otwarty.

Autor: Anna Górny-Bogulska

Od 2009 roku właścicielka Home of Teddy. Z wykształcenia jestem magistrem pedagogiki wczesnoszkolnej z przedszkolną z dodatkową specjalnością język angielski. Nie wyobrażam sobie pracy innej niż z Dziećmi, dlatego po rozstaniu ze szkoła publiczną wiedziałam, że odnajdę się tylko w sektorze prywatnej edukacji. Pomysł założenia szkoły językowej pojawił się bardzo szybko, dlaczego? Bo Dzieci uwielbiają uczyć się języków obcych, a w Teddy School mogą uczyć się zupełnie inaczej. Jestem pasjonatką pedagogiki, czytam książki i publikacje, gdzie opisane są innowacje pedagogiczne, które staram się wprowadzać w mojej szkole językowej - na przekór zasadzie "teoria swoje, a praktyka swoje". Prywatnie jestem mamą dwóch córek - Celiny i Klementyny. Najbardziej lubię spędzać czas z rodziną, ale ważne są także moje pasje - rysunek, film, teatr - na które staram się również znaleźć czas. Chciałabym razem z mężem pojeździć na motocyklu - jak dotąd strach miał większe oczy, kto wie może uda się w najbliższej przyszłości.